fbpx

SZUKAM W ŻYCIU EMOCJI I UCZĘ SIĘ DO NICH DYSTANSU  

 

Nazywam się Michalina (Misia) Unterschuetz. Swój związek z marketingiem rozpoczęłam ponad 15 lat temu. Można powiedzieć, że wszystkie te lata byłam mu wierna. Przechodziliśmy różne fazy. Na początku było romantycznie. Interesowało mnie niemal wszystko. Prawda i kreowanie potrzeb w marketingu. Emocje i forma ich wyrazu. Napisałam pracę magisterską na temat siły perswazji w reklamach społecznych. Z wypiekami na twarzy, z zachwytem i przerażeniem oglądałam zdjęcia z kampanii w albumach biblioteki Dublin Institute of Technology gdzie wówczas studiowałam. To były czasy kiedy kontrowersyjne reklamy Benettona były w Polsce zakazane. Zastanawiałam się na tym dlaczego ludzie kupują to, co kupują. 

 

Mijały lata, a nasz związek trwał. Przeradzał się w doświadczenie, a ja w rozmowach o wizerunku marek nabierałam pewności. Pracowałam zarówno w agencjach reklamowych jak i po stronie Działu Marketingu. Praca z twórczymi ludźmi jest dla mnie jak dobra ciemna czekolada. Jej smak zostaje na długo w pamięci i karmi energią.

 

Lubię wymianę energii między ludźmi i wierzę w głębszy sens tego, co robimy. Od lat praktykuję jogę kundalini. Medytuję. Czuję wtedy jak moje ciało się odpręża i relaksuje. A potem z wdzięczności podsuwa mi świetne pomysły. Lubię też zmiany. Kiedy zaskakuje mnie życie wychodzę poza schematy. Wolę poczucie flow od sztywnych zasad. Wiem, że pracując z dystansem i swobodą poszerzam swoje możliwości. Kiedy ufam intuicji przydarzają mi się najlepsze rzeczy w życiu. 

 

LUBIĘ ŁADNE, PRZEMYŚLANE RZECZY    

 

Przełomem dla mnie była współpraca ze studiem graficznym TOFU. Pracując z ludźmi po Akademii Sztuk Pięknych dostrzegłam jak ważny jest każdy szczegół w projektowaniu.

 

Uwielbiam zapach papieru nowych czasopism, na które czekam jak dziecko na gwiazdkowy prezent. Lubię jego matowy dotyk i piękne zdjęcia. Dotarło do mnie, że opakowanie i cały klimat zbudowany wokół produktu ma moc. Ostatnie lata w branży wnętrzarskiej pokazały mi znaczenie estetyki. Lubię rzeczy piękne. Dotyk welurowego fotela w granatowym kolorze może mieć dla mnie większe znaczenie niż potrawa w restauracji. Praca z architektami wnętrz była dla mnie jak podróż do nowego miejsca. Ta podróż zaprowadziła mnie w stronę story tellingu i marketingu wartości. Zauważyłam, że lepiej do nich dotrę autentycznym przekazem niż w sposób tradycyjny. Ponadto sama przywoziłam z targów wrażenia w postaci zapachu świeczek na stoisku czy dotyku bujnych roślin. Ze spotkania z Patrykiem Poślednikiem z Walta Disney’a przywiozłam wspomnienie jego autentycznej swobody i radości. Dzielił się nią opowiadając z Maxem Kobielą z phormy.com o współpracy przy tworzeniu mebli do biura inspirowanymi postaciami z bajek. To było coś więcej niż słodkie jak wata cukrowa teksty marketingowe, które kiedyś pisałam. To było przeżycie, które nadal noszę w sobie. 

 

CHCĘ OPOWIADAĆ HISTORIE OBRAZAMI     

 

Kiedy spotkałam Dominika, fotografa robiącego wysokiej jakości zdjęcia wiedziałam, że jest to osoba, która zrozumie moje wizje i przeleje to na obraz. Uwielbiam patrzeć kiedy się zatraca w pracy. Jak mówi: „Fotografuję, aż przestaję widzieć.” Jest jakby w transie lub czymś w rodzaju dynamicznej medytacji. Jest tylko on i osoby, które fotografuje. Wiem też, że sfotografuje dla mnie każdy fotel, ale dopiero jak posadzę w nim osobę zapalą mu się oczy i serce.  

 

O DOMINIKU

 

Dominik Kulaszewicz nie mówi o sobie wiele. Woli obrazy niż słowa. Wypowiada się krótko i rzeczowo, chyba, że słuchając o kolejnym zadaniu złapie wenę. Wtedy macha rękoma pokazując w powietrzu scenografię planu. Wiem wtedy, że on już to widzi. Kiedyś porównał to, co widział w wyobraźni do ośmiornicy z wieloma nogami. Każda noga to była dla niego osobna historia.

 

Podczas spotkań bywa szczerze zabawny, chociaż za każdym razem się temu dziwi. Dla mnie jest po prostu sobą.

 

Ma bardzo duże doświadczenie w fotografii. Swoją markę www.kulaszewicz.pl (Dominik Kulaszewicz photography) buduje od ponad 20 lat. To więcej niż całe moje zawodowe doświadczenie. Jest w tym świetny. Ma też wiele talentów, chociaż nie ze wszystkich zdaje sobie sprawy. Lubi podróże i szuka w ich wytchnienia od natłoku komercyjnych tematów. Wtedy może fotografować to, na co ma ochotę, co go inspiruje. Kiedy pokazuje mi te zdjęcia jestem za każdym razem zachwycona. Chcę, abyśmy fotografowali ludzi przeżywających prawdziwe emocje. Przedmioty, które zostały stworzone z sercem i pokazywać je światu. Wiem też, że nadeszły na to czasy.